Jak zrobić piwo

Beer Geek Madness 2016

Off 5
Beer Geek Madness 2016
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Ale, że co ja nie pójdę na Beer Geek Madness? No właśnie i dlatego się wybrałem. W ubiegłym roku wolałem zakupić więcej surowców i zrobić w tym czasie piwo domowe, ale teraz się wybrałem. W końcu jako szanujący się piwny freek musiałem zobaczyć, co tam się dzieje.I przyznaję, że działo się wiele.

Ominąć kolejki, nie omijając ich

Wybraliśmy się z Szopką i Kariną specjalnie wcześniej, aby bez problemu odebrać pakiety startowe, czyli opaskę na rękę, szkło oraz broszurkę festiwalową. Na miejscu byliśmy jakoś 15.50, a strefa foodtracków otwarta była od 16. Jak się okazało, nie byliśmy pierwsi na terenie, ale zestawy odebraliśmy. Zdobyliśmy strategiczną miejscówkę i niczym lwy na polowaniu przyczailiśmy się, rozmyślając czym by tu zapełnić żołądki. Co prawda braliśmy pod uwagę oczywiście jakieś mięcho na dzień dobry, ale, że zastanawianie się pochłaniało dużo energii, to wyciągnąłem z plecaczka napój bogów. Tak się złożyło, że tydzień wcześniej, mój znakomity piwny przyjaciel podarował mi swoje buraczane Pale Ale z drugiej warki. Pierwsze było świetne i miało ten niesamowity kolor, co zresztą mogliście zobaczyć na focie na moim fan page’u. Spodziewałem się zatem czegoś podobnego. Tymczasem po otwarciu butelki wylało się z niej piwo o mega różowym zabarwieniu. Śmiechu było dużo, ale co w końcu impreza geek’owa, więc i takie należy spróbować. W aromacie i smaku wyraźny buraczek, była taka ziemistość. Bardzo interesujące piwo. Podtrzymuję, że sam będę chciał zrobić coś podobnego.

Skosztowaliśmy różowego napoju i włączyło się mocniej ssanie. Moi towarzysze przygody ruszyli do Brat Wurstów. Widziałem tego foodtracka na placu Strzegomskim, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze. Skusili się na kanapkę z szarpaną golonką. Wyglądało smakowicie, ale nie moje klimaty. Poza tym oni sami też jakoś specjalnie zachwyceni nie byli. Smakować smakowało, ale chyba czegoś innego się spodziewali. Ja chciałem spróbować kalmarów w cieście piwnym, ale… no właśnie foodtrack Osiem Misek nie dojechał. Skandal! Zrobili mi przykrość, będę ich omijał. Wybrałem za to burgera „Dopiwka” w Pasibusie i dobrze się stało. Polecam!

No, ale ja tu gadu, gadu, a miałem o festiwalu coś napisać. Rzecz w tym, że wejście otwierali dopiero o 18.00. Mieliśmy zatem 2 godziny i wiecie co? Przyjechaliśmy specjalnie szybciej, aby ominąć wszelkie kolejki, a w międzyczasie, gdy nam się japy wesoło uśmiechały podczas rozmowy, ludzie się już ustawili w takim wężyku, że z Krakowskiej sięgał on chyba do Traugutta. Tak to jest omijać kolejki, nie omijając ich. Polak jednak potrafi, więc wbiliśmy na chama od boku. To ciekawe, że nawet w takich okolicznościach, przy takim wydarzeniu ludzie w oczekiwaniu na wejście nie dyskutowali o tym, które piwo na początek spróbować albo które wydaje się najciekawsze. Tematem pół żartów było natomiast to, czy panowie lubiący laski, ale te dynamitu wiedzą o Beer Geek Madness i czy byliby w stanie zapewnić nam zupełnie inną (rozryw)kę. Podczas tak sympatycznej rozmowy szybciej mijał nam czas i w końcu udało się! Dostaliśmy się do środka.

Zwierzęcy pęd

Najwyraźniej brakowało nam doświadczenia w tego typu imprezach i nie rozumieliśmy, że po wejściu należało szybko biec do kranów (albo nie tyle „należało”, co po prostu wszyscy tak robili). Wśród uczestników imprezy było słychać przeświadczenie, że piwa skończą się w ciągu 10 pierwszych minut. To była bzdura, bo tych długo starczyło. W sumie piwa przygotowane specjalnie na Beer Geek Madness, przynajmniej na parterze skończyły się w zdecydowanej większości po godzinie 22.

No i gdzie ta cała zwierzyna leciała? Mam wrażenie, że tłum rozbiegł się po równo po wszystkich stoiskach. Oczywiście nieco więcej było przy browarze Pinta, czy też tych, które oferowały piwa na brettach. My wybraliśmy na początek Szałpiw. Jako premierę oferowali Tenacious Blackberry, czyli Sour Blackberry Ale ekstrakt 13, alk. 5,8%, IBU 15. Piwo w aromacie przypominające… nalewkę, ale próbować nie próbowałem. Ja wybrałem drugą propozycję – Kociamber. American Pale Ale o ekstrakcie 12 i alk. 5,3% z dodatkiem kiwi i aframonu madagarskiego. Szczerze… dla mnie najlepsze piwo jakie piłem tego wieczora.

Przekonałem się też do American Barley Wine, a to za sprawą browaru Kraftwerk i Dr Octopusa. Piwo o ekstrakcie 21, alk. 9,2% i IBU 70. Bardzo przyjemne, słodkawe o głębokim smaku, takie powiedziałbym aksamitne. Bardzo podobne w odczuciu było piwo zagraniczne Double Bastard Ale z browaru Stone, w stylu American Strong Ale. Swoją drogą w ogóle wejście do strefy zagranicznych gości, którą otwierali o 20.15 było niezwykłym doświadczeniem. Kolejka ustawiła się już pół godziny wcześniej, a po otwarciu drzwi, do środka wręcz wlał się dziki tłum, biegający jak oszalały od kranu do kranu w poszukiwaniu tego najbardziej upragnionego trunku. Nie powiem, nam się to też nieco udzieliło, bo szukaliśmy właśnie tego konkretnego piwa.

Zanim się zorientowaliśmy co i gdzie, to oczywiście do kranu była już wielka kolejka. Niemniej udało się zdobyć 100 ml trunku. Nie byłem jakoś specjalnie powalony smakiem, ale warto było się po przeciskać.

W sumie spróbowałem 8 z 52 piw, bo częściej chodziłem po dolewki Kociambera. Trudno zatem powiedzieć, że moja ocena jest obiektywna. Być może nie trafiłem na bardziej zaskakujące i smaczniejsze piwo. Niemniej spośród tego co mi się udało wypić, właśnie ten zdobył u mnie nr 1. Na drugim biegunie znalazła się natomiast Imperialna IPA z Nepomucena. Głównie za aromat, który dawał nieco siarką.

Warstwa kulturalna

Wielbicielem sztuki nie jestem, więc wystawy grafików jakoś ominąłem. Posłuchałem za to kilku fajnych kapel rockowych, było trochę hip-hopu i mocniejszych dźwięków, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ja jednak wybierając się na tego typu eventy nastawiam się na coś innego, dlatego też lokowaliśmy się w nieco bardziej cichych zakątkach.

Uważam Beer Geek Madness za ciekawą inicjatywę, bo daje szersze pole do popisu browarom. Jest fajny klimat, dużo ludzi, ale osobiście z większą niecierpliwością czekam na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa w czerwcu, a więc imprezę o bardziej festynowym charakterze, większym chilloucie.

About the author / 

admin

Menu:

Losowe artykuły:

  • Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa [relacja]

    Tegoroczny Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa oceniam znacznie lepiej niż poprzedni, ale to dlatego też, że lepiej się do niego przygotowałem. Kto nie był ten trąba. Ja na festiwal poświęciłem piątek i sobotę i przyznaję, że były to dwa bardzo udane dni. A dlaczego? Co się nie podoba Zawsze jest jakieś „ale” i o tym może…

  • Dębowe Mocne (Kompania Piwowarska)

    „Mocne piwa na polskim rynku przez długie lata nie były darzone estymą. Wysoka zawartość alkoholu, wyprodukowanego przez drożdże, uzyskana kosztem piwnego smaku i bukietu przykleiła mocnym piwom etykietę piw wzmocnionych alkoholem (…) Na szczęście istnieją piwa, które zaliczyć możemy do elitarnego klubu dobrych, mocnych piw”. To, co przeczytaliście w pierwszym akapicie, to fragment „artykułu” opublikowanego…