Po przelaniu zawartości butelki (zwrotnej!) do kufla oczom ukazuje się napój o jasnozłotej barwie, dość przejrzyste, z żywo wędrującymi drobnymi bąbelkami, ozdobiony słusznych rozmiarów (ale bez szaleństw) czapką piany. W zapachu wyczuwam subtelną miodową nutę (wg informacji na etykiecie jest to med lesni, lucni a kastanowy – wybaczcie brak odpowiednich znaków diakrytycznych), ale w smaku już go brak. Czuć za to lekką, typową dla czeskich pilznerów chmielową goryczkę. Dlaczego Opat nie jest słodki? Tajemnica tkwi w procesie produkcji, otóż Czesi dodają miód przed fermentacją – miód bierze w niej udział, nie jest zaś dodatkiem słodzącym.
Po pewnym czasie na podniebieniu osadza się jakby delikatny kwiatowy film, coś bardziej przypominającego w smaku wosk pszczeli niż miód. Ciekawe piwo, chmielowe, orzeźwiające i sycące, niemające nic wspólnego z naszymi piwami smakowymi. Chociaż pod koniec wyraźnie się psuje i potrafi zaskoczyć niemiłymi posmaczkami.
Etykieta ładna. Pucołowaty mnich dzierżący kufel słusznych rozmiarów, w tle plaster miodu. Kolorki złote, cieszące oko. Opis w całości po czesku. Kapsel goły. Piwo jest pasteryzowane, ale okres przydatności dość krótki (początek września).
==Radar==
Alkohol: 5%, ekstrakt maks. 12,99%
Cena: 4,60 zł (Tabakiera, Gliwice)
Ocena: 7,5/10
+ nietypowe miodowe – zupełnie niesłodkie
+ przyjemna goryczka
+ ładna piana i dobre wysycenie
– z czasem do głosu dochodzą nieprzyjemne smaczki
– trochę brakuje słodyczy – ma się wrażenie utraty jednego ze zmysłów (nos ciągle rejestruje zapach miodu)
Artykuł uzupełniono redakcyjnie: 30.08.2026.

To piwo miodowe, ale zupełnie inne od polskich trunków zaprawianych miodem. O ile taki Ciechan aż ocieka słodyczą, to Opat… nie ma jej w ogóle.




