Rate this post

Jak głoszą Mędrcy, dobry porter to porter wyleżakowany, najlepiej przez co najmniej rok. Ale kto miałby cierpliwość i dostateczną siłę woli, by świadomie powstrzymywać się przed wypiciem tak apetycznie wyglądającego piwa przez całe 12 miesięcy?

Tym bardziej, że do tej pory nie miałem okazji opisać żadnego porteru z Fortuny. Trudno – może będzie za młody, może „nieułożony” i niewychowany. Piję!

Komes w kuflu prezentuje się zaiste imponująco i rycersko. Czarny, ledwo przejrzysty (pod światło rubinowe refleksy) trunek zdobi stanowcza czapa brązowej piany, która ustępuje niechętnie i powoli. Rycerz zdejmuje czapkę tylko przed królem! W zapachu dominuje palenie, trochę aromatu ze świeżo otwartej paczki z kawą, jest też – nie dominująca na szczęście – nuta spirytusowa. Cóż, nie dałem wojowi pospać, to mam za swoje.

W smaku początkowo dominuje kawa i prażona cykoria oraz alkohol. Tę dziewięcioprocentową moc się czuje, bez dwóch zdań. Alkohol grzeje w gardle, na szczęście nie jest to uczucie przykre, raczej tożsame z piciem dobrego gatunkowo alkoholu, jak whisky czy koniaku. W tle pojawia się też delikatny kwaskowaty posmak, który sprawia, że piwo od początku nie jest za ciężkie w piciu.

Komes do końca zachowuje się poprawnie, jak przystało na dobrze wychowanego szlachcica. Nie rozrzuca mięsiwa, nie rozlewa miodu i wina. Ale przyznać muszę, że do głowy uderza, więc ostrożnie z nim, chłopcy i dziewczęta!

==Radar==

Alkohol: 9%, ekstrakt: 21% wag.
Cena: 5,90 zł

Ocena: 8/10

+ dostojny wygląd
+ zrównoważona moc
+ pijalne do końca

– nuty alkoholowe
– mała „gęstość”