Jak zrobić piwo

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa [relacja]

Off 6
Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa [relacja]
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Tegoroczny Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa oceniam znacznie lepiej niż poprzedni, ale to dlatego też, że lepiej się do niego przygotowałem. Kto nie był ten trąba. Ja na festiwal poświęciłem piątek i sobotę i przyznaję, że były to dwa bardzo udane dni. A dlaczego?

Co się nie podoba

Zawsze jest jakieś „ale” i o tym może na początek, aby mieć z głowy. Pierwsza rzecz to nie podoba mi się, że niektóre browary trzymają swoje niby hity w ukryciu i podłączają beczki wieczorami. Fiu, fiu, że niby takie mega wydarzenie i trzeba specjalną oprawę oraz dawkowanie emocji robić. I co? Taki Kingpin tak dawkował emocje, że chyba balonik za mocno nadmuchany, bo po prostu rozczarowałem się Headbanger Jurançon White Wine BA. Udało mi się spróbować, choć dopiero za trzecim podejściem. Wcześniej odbijałem się od ściany „marketingowej”. O ile tutaj posmakowałem piwa, to w przypadku innych browarów się po prostu nie doczekałem. Rozumiem, że fan piwa przychodzący na festiwal za dnia jest po prostu gorszym fanem niż ten co przychodzi na wieczór, prawda?

Kolejna sprawa, która mnie bardzo wkurzyła to problemy organizacyjne z prądem. W piątek jeszcze rzutem na taśmę zdążyłem sobie zamówić pysznego Włoskiego Pastucha z Pasibusa – chłopaki szacun, wymiatacie, ale w sobotę dramat. Stoję i stoję, grilla to czułem ale na karku, bo słońce przypiekało, a kolejka nic się nie przesuwała. Zlokalizowałem problem. Widniała informacja „Chwilowa awaria prądu”, ale nikt nie potrafił zdefiniować pojęcia „chwilowa”. Poddałem się i wyruszyłem na łowy krowy bliżej stadionu. Food Track Kill Grill cieszył się wielkim zainteresowaniem, ale trudno się dziwić jak połowę konkurencji wysadziła akcja z prądem. Ja się skusiłem, czekałem na klasycznego burgera z 30 minut i stwierdzam, że nie było warto. Nieduży, suchy, mięso przesmażone. Oj nie, nie, to zdecydowanie nie ta półka, co Pasibus. Dużo lepiej wyszła na tym moja żonka, która kupiła sobie frytki z Fabryki Frytek. Kilka podkradłem, pychota.

Włoski Pastuch z Pasibusa oraz Piwowar z Browaru Profesja | Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa | WarzePiwo.pl

I ostatnia rzecz na minus. W tamtym roku można byłoby sobie wejść z piwkiem na trybunę stadionu. W tym roku obiekt był zamknięty, bo szykowali scenę pod operę. Efekt? Minus 50 do skilla klimatu, ale trudno, rozumiem. Przecież Wrocław to Europejska Stolica Kultury 2016.

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa – napój bogów

No to czas na przyjemniejsze chwile. W ubiegłym roku moje podniebienie skradł Mandarin z Kingpina i byłem ciekaw co w tym roku będzie takim piwem. Zacznę jednak po kolei.

Na dzień dobry odwiedziliśmy z Szopką stoisko Ale Browaru. Nie mieli szkła festiwalowego, więc nic nie wybraliśmy. Szczęście miała Baba Jaga. Kupiłem szkło i od razu poprosiłem o degustacyjną porcję Hoporaptusa. Piwo ciemnobursztynowe, pachnie cytrusowo, jest też trochę lasu. W smaku prawidłowe z ziołową goryczką. Hoporaptus jest w porządku, ale to też nic specjalnego, wyjątkowego.

Na drugi ogień poszedł The Dealer z Brokreacji. Zanim o piwie to muszę wspomnieć, że ich etykiety na butelkach robią niesamowitą robotę. Po prostu uwielbiam. Co do piwa, to lekkie, przyjemne na lato bomba. Rzeczywiście goryczka wręcz niewyczuwalna, bo co to jest 30 IBU, ale taki też był plan. Aromat intensywny, powiedziałbym, że ziołowy. Bardzo fajna udana APA.

Nie mogło zabraknąć piwa festiwalowego z browaru Profesja, czyli Hefeweizena z owocami. Przyjemna, zbita pianka, piwo o kolorze takiej multiwitaminy egzotycznej, ale co się dziwić, skoro okazało się, że dodali tam mango. W aromacie jeden wielki banan, ale to mango przyznaje po kolejnej próbie też wyczuwałem. Co istotne… mega posmakowało mojej żonie, gdy była ze mną na drugi dzień.

Kupiliśmy z Szopką też na spółę butelkę mojego ulubionego piwa ever, czyli Crazy Mike’a z Ale Browaru. Tu nie będę wchodził w detale tego piwa, bo jest przekozackie.

Warsztat Piwowarski z Wrocławia

Po dłuższej konwersacji na ławeczce, postanowiłem, że idziemy po coś z mojej wcześniej przygotowanej listy. Wybór padł na Warsztat Piwowarski. Chciałem spróbować ich Bergamłota. Ogólnie to jest młody browar z Wrocławia, prowadzony przez mega sympatyczną ekipę. Podeszliśmy do stoiska i od razu Jarek i Ewa (o ile dobrze zapamiętałem) skrócili dystans „Co tam chłopaki dla Was” „Zapraszamy do odwiedzin browaru”, „A sami gdzie warzycie?” itd. Tak od słowa do słowa zrobiła się całkiem miła pogawędka. Jarek opowiedział, że właściwie sam swoimi rękami stawiał browar, że działają od października 2015, że trochę mu zajęło spawanie sprzętu itd., przedstawił nam jak wygląda zespół, kto tam właściwie jest mózgiem i zarządza przedsięwzięciem. Naprawdę super. Zwłaszcza, ze mam wrażenie, iż te browary już o bardzo mocnej pozycji rynkowej na tym festiwalu to jedynie nastawione były na sprzedaż i za bardzo nie zależało im na jakimś budowaniu relacji z klientem. Taki Warsztat Piwowarski widać wie jak to robić.

Ekipa na stoisku Warsztatu Piwowarskiego | Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa | WarzePiwo.pl

Co do samych ich piw. Przyszedłem na Bergamłota, ale w samym smaku nic mnie nie zaskoczyło. Dobre piwo, choć było też nieco zbyt chłodno podane, czym też się z nimi podzieliłem. W aromacie bardzo fajne. Robiłem wcześniej dwa razy session IPA z Earl Greyem i wiem, że on potrafi zdominować. W tym przypadku zastosowanie jedynie bergamotki sprawiło, że to piwo jest znacznie lżejsze.

Szopka wziął na pierwszy strzał u nich Jedynkę z Mosaic’iem i z tego co widziałem był bardzo zadowolony. Bardziej niż z Trawki, którą spróbowaliśmy jako drugie piwo z tego punktu. Ja z kolei muszę przyznać, że piwo z tą trawą cytrynową mi bardziej smakowało niż Bergamłot. Naprawdę w aromacie i smaku wyraźna cytrynka, która sprawiała, że czuło się rześkość.

Trzeba będzie się wybrać na wycieczkę do nich na Tarnogaj, bo choć to dla mnie drugi koniec miasta, to jednak bardzo jestem ciekaw tego dzieła ich życia i bardzo będę kibicował, aby osiągnęli jak największy sukces.

Beczka zmienia piwo

Jak pisałem kilka browarów schowało przede mną swoje piwa leżakowane w beczkach, ale na szczęście ekipa Pinty ma mózgi i mogłem spróbować Call Me Simon BA. Byłem bardzo ciekawy, bo zwykły Call me Simon z butelki bardzo mi smakował. Nawet myślałem o uwarzeniu tego stylu w domu. Tymczasem wersja z beczki, która leżakowana była 10 miesięcy, to zupełnie inne piwo. Bardziej mi się kojarzyło ze style Barley Wine niż jakimś Irish Red Ale. Czułem wyraźnie zapach drewna i wanilii. Ja to określiłem, że taką „piwnicą” mi pachnie. Pachnie, nie jedzie. Dlatego bardzo pozytywnie oceniam ten wyrób, no ale Pinta po raz kolejny pokazała, że nie schodzi z wysokiego poziomu swoich piw.

Jest i on, mój bohater

Kiedy myślałem, że to właśnie beczkowany Call me Simon skradnie moje serce, trafiłem na stoisko Browaru Zakładowego. Szybkie rozeznanie na kranach i wybór padł na… Ciężki Ładunek. Jest to podwójna IPA o 99 IBU, na ekstrakcie 19% i o alkoholu 8,1%. Chmielone Tomahawkiem, Centenialem, Chinookiem, Citrą i Simcoe. Słuchajcie no zakochałem się. Powiedziałbym, że to coś z czym kojarzy mi się Crazy Mike. Goryczka niby mocna, ale fajnie zbalansowana. Bardzo pijalne. Kupiłem od razu na wynos dwie butelki i chcę zrobic osobny wpis z degustacji tego piwa, więc teraz się nie będę o nim rozpisywał. Co trzeba odnotować na teraz, to zdecydowanie piwo, które najbardziej mi smakowało spośród tych, które próbowałem. a oprócz opisanych powyżej piłem jeszcze Czerwonego Anioła z browaru Kamienica i Imperial IPA z Maryensztadt.

Do następnego

Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej, że nie będzie awarii prądu, że trybunę znów otworzą, że browary przyjadą z jeszcze lepszymi piwami, że nie będą ukrywać wyrobów przed fanami, że będzie jeszcze więcej ludzi…, a nie tego się już chyba nie da. W sobotę po 17 jechałem tramwajem na stadion jak sardynka w puszcze i tak też się momentami czułem w alejkach komunikacyjnych na terenie festiwalu. Nie wiem, więc czy życzyć jeszcze większych tłumów. Na przyszły rok jeszcze inaczej się przygotuję. Teraz miałem zaplanowane 8 piw do spróbowania, udało się ostatecznie 6 z tego zestawienia. Postaram się jeszcze w najbliższym czasie wrzucić podsumowanie video podobnie jak to było przy Beer Geek Madness.

About the author / 

admin

Menu:

Losowe artykuły:

  • Piast Wrocławski niepasteryzowane (Carlsberg)

    Niedawno próbowałem zwykłego Piasta z puchy, tym razem trafił mi się niepasteryzowany. Czy będzie między nimi jakaś różnica? Pierwsze wrażenie – piana obfitsza, drobniejsza, bardziej zbita. Zapach chmielowy. Wysycenie średnie, z tendencją do malejącego. Kolor typowy dla lagerów, ciemne złoto. Czas na pierwszy łyk. Jest inaczej, jest też lepiej. Wyraźnie wyczuwalny słód, choć płytki, to…

  • Maćkowe Malinowe (Sulimar)

    Moda na piwa smakowe trwa w najlepsze. Miłośnicy „chmielowej zupy” raz wychodzą na tym lepiej, raz gorzej. Zwykle gorzej. Po Sulimarze cudów nie należy oczekiwać, ale może tym razem nie będzie „gorzej”? Właściwie… nawet nie jest źle. Po nalaniu do szklanki Maćkowe stara się ze wszystkich sił unikać jakichkolwiek skojarzeń z piwem typu oranżadka. Kolor…