Jak zrobić piwo

Marynarz – we Wrocku obowiązkowo

Off 21
Marynarz – we Wrocku obowiązkowo
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Wstyd się przyznać, ale w kontekście piw lokalnych to słaby ze mnie lokalny patriota. Tak naprawdę znam jedynie kilka pozycji Dr Brew i może piłem jakieś dwa z Browaru Stu Mostów. Raz się skusiłem na kilka łyków Barda z Browaru Profesja oraz piwo Marynarz z tego samego browaru. I właśnie to ostatnie piwo uważam za pozycję, którą na pewno możemy pochwalić się wśród turystów.

Dla formalności, przed przyznaniem punktów dwa słowa o parametrach. Alkohol 6,1%, IBU 77, ekstrakt 15 stopni Plato. Degustowane piwa oceniam w skali 55 punktów: 5 punktów etykieta, 20 punktów aromat, 20 punktów smak, 5 punktów nasycenie, 5 punktów piana.

Etykieta: 4/5

Podoba mi się w browarach, kiedy swoje piwa brandują czymś wyrazistym albo przypisują im określone postaci. Pod warunkiem, że ma to jakąś spójną koncepcję. I tutaj tak właśnie jest. Wykorzystali krasnala – bez skojarzeń – i każde piwo ma swojego krasnala, który dodatkowo charakteryzuje się określoną profesją. Etykieta Marynarza ma zatem też niebieski pas, nawiązujący do morza. Bardzo czytelna, przyjemna etykieta.

Aromat: 15/20

Jest to piwo w stylu India Pale Ale i moim zdaniem w aromacie jest to wyraźnie zaznaczone. Odpowiadają za to chmiele: Simcoe, Willamette, Ahtanum, Centennial, Cascade, Zeus i jakże by inaczej jeden z dwóch moich ulubionych, czyli Citra.

Smak: 17/20

Piwo Marynarz ma zadeklarowane 77 IBU i ja im wierzę. Zdecydowana, średnia do mocnej goryczka, która przeważa, spychając smak słodowy na drugie miejsce. Wyczuwam owocowość, cytruse i jest nieco żywiczności. Dla mnie bomba.

Nasycenie: 5/5

Jest akurat. Takie powiedziałbym średnie, co w IPA jest super.

Piana: 4/5

No i wreszcie solidna pianka, która utrzymała się nieco dłużej, a do tego bardzo ładnie oblepiła mi ścianki szkła.

Wrażenia ogólne

Konkluzję właściwie zawarłem już we wstępie niniejszego wpisu. Jestem naprawdę zadowolony, czego dowodem jest to, że od momentu posmakowania piwa Marynarz po raz pierwszy, dosyć systematycznie po nie sięgam.

Suma punktów: 45/55, czyli już naprawdę dobre piwo.

Jeśli się podobało to zawsze możecie dać jakiegoś lajka na fejsie albo wyrazić to w komentarzu. Zresztą jeśli było wręcz przeciwnie, to na fejsie też możecie to wyrazić, ale mam nadzieję, że nie będziecie zbyt surowi dla mnie. Tak jeszcze na koniec dodam, że tak mnie zainspirowało piwo Marynarz, że gdy trafiłem na fan page’u Targowa Craft Beer & Food na konkurs związany z Browarem Profesja, to postanowiłem wziąć udział. Stworzyłem historię tego krasnala, za co zostałem nagrodzony wyróżnieniem oraz firmowym pokalem i… egzemplarzem Marynarza. No to tyle chwalenia się, a teraz możecie przeczytać tę opowieść:

Najstarsi baśni pisarze nie pamiętają chwili, kiedy tak naprawdę krasnale upatrzyły sobie Wrocław. Są tu już od pokoleń. Wiele z nich się ujawniło mieszkańcom oraz turystom, ale zapewne jeszcze więcej skrywa się gdzieś we wrocławskich zakamarkach i żyje własnym życiem.

Każdy z nich z czegoś słynie, każdy wybrał swoją ścieżkę, każdy o czymś marzył i marzy wciąż. Są i tacy, którzy długo zastanawiali się nad swoim losem. Tak moi drodzy rozpoczyna się opowieść o młodym śmiałku, dla którego nie istniały żadne ograniczenia.

Ów śmiałek dorastał we Wrocławiu. Dostrzegał jak jego kolejni kuzynowie, wujkowie, ciotki oraz przyjaciele odnajdywali się w całej tej sytuacji. Widział momenty, kiedy stawiano im w różnych punktach miastach pomniki z brązu, a on wciąż nie wiedział z czego zasłynie. Czuł, że jest stworzony do czegoś większego. Serce podpowiadało mu, że Wrocław to za mało, że chce zobaczyć trochę świata, poznać różne kultury i smaki. Dopiero potem chciał wrócić na stare śmieci, aby o wszystkim opowiedzieć swoim bliskim.

Uznał, że musi dostać się na jakiś statek. Co prawda stolica Dolnego Śląska to nie nadmorska miejscowość, ale dostęp do rzeki dawał nadzieję, że nasz mały bohater spełni swoje marzenia. I tak też przystąpił on do ich realizacji. Zaczepił się na barce, dzięki czemu trafił do portu morskiego, a stamtąd wyruszył świat.
Pewnego razu dotarł do Wielkiej Brytanii. Poznał miejscowego gnoma, który opowiedział mu o niezwykłej podróży do kraju słynącego ze stworzeń o długich nosach, ostrych posiłków i kolorowych tkanin. Wrocławski krasnal postanowił się na nią załapać.

Statek płynął długo. On jednak bardzo wnikliwie obserwował życie na okręcie, bo wychodził z założenia, że każdy pasażer jest inny i można dzięki temu nauczyć się różnych rzeczy. W ten sposób trafił na rozmowę dwóch mężczyzn, którzy właśnie kosztowali dziwnego, bursztynowego napoju. Nasz niziutki przyjaciel mimo, że stał w odległości około 5 metrów od nich, wyraźnie poczuł swoim nosem niezwykły aromat, przypominający mu zapach egzotycznych, cytrusowych owoców, jakimi częstowała go niegdyś mama. Kuszony taką wonią, podchodził coraz bliżej. Pragnął wręcz posmakować trunku. Z zasłyszanej rozmowy wynikało, że jeden z mężczyzn wiózł ten wyjątkowy napój swojemu dziadkowi, który osiadł w dalekiej krainie, gdy ta rządzona była przez Brytyjczyków. Starzec podobno doskonale znał smak, ale nigdy nie pił go wzbogaconego o amerykańską odmianę chmieli.

W tym momencie krasnal przypomniał sobie, jak u niego w rodzinie rozmawiano o takim napoju, który przyprawiany jest chmielem. Domyślił się, więc, że to o piwo chodzi. Jego ciekawość była jeszcze większa, bo takiego piwa nigdy nie spotkał.

Korzystając z chwili nieuwagi dyskutujących panów, szybko zanurzył usta w kuflu i… ta chwila na zawsze zmieniła jego życie. Odkrył wówczas kim chce być, jak ma wyglądać jego życie. Wyraźna goryczka, która nie zostawała jednak za długo w ustach. Do tego ta wyczuwalna słodowość i nieulatniające się aromaty. To wszystko złożyło się na dalsze plany naszego bohatera.
Wrócił do Wrocławia, aby pokazać piwo nie tylko swoim bliskim, ale i mieszkańcom oraz turystom. Napój zachwycił do tego stopnia, że postanowiono nazwać je na cześć pioniera, który je sprowadził. Od tamtego momentu we Wrocławiu, ale nie tylko, pije się piwo Marynarz. A to dlatego, że krasnal postanowił, że zostanie właśnie marynarzem, aby móc podróżować do Anglii oraz Stanów Zjednoczonych i tam zgłębiać wiedzę na temat słodów oraz amerykańskich chmieli. Niektórzy nawet mówią, że dzięki temu najlepszy z wrocławskich krasnali.

Choć to tylko legenda, jakich wiele można by wymyślić, to pierwsze łyki tego piwa właśnie ją nasunęły mi na myśl. A to świadczy zaś o tym, że Marynarz z browaru Profesja nie pozwolił mi nie tylko nie być wobec niego obojętnym, ale też uderzył w moje jak najbardziej pozytywne odczucia oraz skojarzenia. Dlatego to właśnie tego krasnala najbardziej polecam.

About the author / 

admin

Menu:

Losowe artykuły:

  • Namysłów Niepasteryzowane (Browar Namysłów)

    Nie mam zbyt wysokiego mniemania o wytworach browaru w Namysłowie, jednak obok tak dopracowanej wizualnie i tak napakowanej marketingowym bełkotem butelki przejść obojętnie nie mogłem. Trzeba przyznać, że projektanci się postarali. Flaszka wygląda efektownie, przyciąga wzrok starannie dobranymi elementami graficznymi (spójrzcie na tę tłoczoną „enkę”), a przy tym pozostaje „old fashion”, wzbudza zaufanie tradycjonalistycznym dizajnem….

  • Dębowe Mocne (Kompania Piwowarska)

    „Mocne piwa na polskim rynku przez długie lata nie były darzone estymą. Wysoka zawartość alkoholu, wyprodukowanego przez drożdże, uzyskana kosztem piwnego smaku i bukietu przykleiła mocnym piwom etykietę piw wzmocnionych alkoholem (…) Na szczęście istnieją piwa, które zaliczyć możemy do elitarnego klubu dobrych, mocnych piw”. To, co przeczytaliście w pierwszym akapicie, to fragment „artykułu” opublikowanego…