Jak zrobić piwo

Kapslowy PiwPaw na Parkingowej

Off 80

Dużo mi się ostatnio wyjazdów trafiło i za każdym razem starałem się wyszukać dla siebie trochę kraftu. W Warszawie na spontanie padło na PiwPaw na Parkingowej i muszę przyznać, że to był bardzo dobry strzał.

Propozycja od laika

Tournee po Warszawie prowadził mój serdeczny kolega Grzegorz. W moich oczach jawi się chłopak bardziej jako pasjonat win niż piw. Jedno trzeba mu jednak oddać, że świetnie zna restauracyjno-pubową mapę stolicy. Mam ochotę na kuchnię gruzińską, mam ochotę na lampkę dobrego wina, chcę zjeść kebsa, czy po prostu posiedzieć przy filiżance aromatycznej herbaty, to ten gościu potrafi ot tak z palca zawsze zaproponować lokal na bardzo dobrym poziomie.

Wieczór zaczęliśmy kolacyjką w jednym miejscu (może skuszę się w późniejszym terminie też na małą recenzję, bo piłem tam Polish Pale Ale), a potem ruszyliśmy dalej w miasto. W sumie zakręcona sprawa na maksa, bo mieliśmy poprawić jakimś jedzonkiem, a od słowa do słowa wyszło, że idziemy na kraftowe piwo. Usłyszałem „fajna miejscówa, z 40 kranów, jak nie więcej”. No to lecim!

PiwPaw Parkingowa i tłumy

Grzesiu zaprowadził nas na ul. Parkingową, gdzie mieści się PiwPaw. W środku wrzawa, mnóstwo ludzi, fajny klimat półmroku. Byłem mile zaskoczony. Włączyliśmy tryb łowców stolików. Udało się przycupnąć w jednym miejscu, więc ruszyliśmy na bar. OMG! Ile kranów! PiwPaw Parkingowa z tego co pamiętam chwali się, że ma ich w sumie 60. Nie wiem, nie liczyłem, ale na ich widok kręciło się w głowie.

Chwilkę odstaliśmy w kolejce, zaczęło się zamawianie. Była z nami koleżanka z Gruzji, która akurat w piwach nie gustuje, ale już wiem, że po tym wieczorze zmieniła zdanie. Szykowaliśmy się, aby jej coś zaproponować, tymczasem stery przejął barman, który z bardzo dobrym angielskim „wybadał” co może jej posmakować. Drobna degustacja w kieliszeczkach i bam! Mamy to, dziewczyna zadowolona. Szczerze… nie pamiętam jednak co jej tam wlał konkretnie. Dla obsługi szacun.

PiwPaw Parkingowa i kapslowe ściany

W oczekiwaniu na moją kolej, zacząłem się bardziej rozglądać po rozległej sali. Filary oraz fragmenty ścian zostały pokryte kapslami z różnych piw. Boję się pomyśleć jak wyglądał personel, czy manager, którzy musieli się poświęcić oraz wypić te wszystkie piwa, aby zebrać taką kolekcję hehehe.

Efekt jest imponujący. To naprawdę robi robotę. Czułem, że jestem w miejscu, które mógłbym określić jako dom piwa. Wszystko ze sobą współgrało. Ten wystrój, wypisane nazwy browarów, mnogość kranów itd. Naprawdę fantastyczna atmosfera.

Przy przyjemnym piwku

I to, co mi się najbardziej w krafcie podoba… każdy sobie wybrał co innego. Ludzie nie siedzą przy smutnym koncernowym lagerze, tylko rzeczywiście odkrywają smaki piwa. W ten sposób w naszej paczce jeden kolega skusił się na stouta, ja wybrałem jakąś IPA, inny kolega APA z mango, a jeszcze inny Koźlaka. O to właśnie chodzi! Oby takich ciekawych miejsc na mapach naszych miast było coraz więcej.

About the author / 

admin

Menu:

Losowe artykuły:

  • Koźlak Bock Beer Classic (Herrnbräu, Niemcy)

    Obok Koźlaka z browaru Amber to najczęściej dostępny w sieciach handlowych przedstawiciel tego gatunku piw ciemnych. Bock z browaru w Ingolstadt to propozycja dla wielbicieli „czegoś mocniejszego”. Ze swoją mocą blisko 8% alkoholu zbliża się do porterów i wyraźnie przebija Koźlaka z Bielkówka (6,5%). Co mnie cieszy – alkohol nie jest przesadnie natarczywy. Owszem, można…

  • Maternus Premium Pilsener (Brouwerij Martens, Belgia)

    Niskobudżetowy pils z Aldiego okazał się bardzo pijalnym i smacznym piwem. Martenus jest dla Aldiego tym, czym Perlenbacher dla Lidla – tanim, ale całkiem dobrym goryczkowym piwem do popijania posiłków. I nie tylko – również jako „danie główne” sprawdza się niezgorzej. Choć produkowany w Belgii, Maternus szczyci się przestrzeganiem niemieckiego Prawa Czystości. Rzeczywiście jest to…